Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Refleksje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

Myśli..

Ostatnio nachodzą mnie myśli o przyszłości. Bycie Au-Pair jest fajne i w ogóle, ale przychodzi czas gdy wypadałoby zająć się swoim życiem. Postawić sobie  jakiś cel jak studia/praca  i dążyć do tego. Ale jedna zasada to ma Nas rozwijać. Bez tego ani rusz. Będzie wieczna pustka i rozczarowanie. A tego nie chcemy.

Wszyscy pragniemy szczęścia. Jedni znajdują go szybko. Innym zajmuje trochę więcej czasu. Ale każdy bez wyjątku ma takie momenty, że czuje się po prostu dobrze. 

Jak już wspominałam ostatnio zaczęłam biegać. To sprawia taką radość! I co najważniejsze daje mi tyle energii, że mogłabym nią oświetlić niejedno miasto. Czuje się pot, zmęczenie, nogi bolą, ale coś od środka eksploduje, jakaś tajemnicza siła została właśnie uruchomiona. Ciekawe zjawisko. Biegacie? Jeśli tak, to czy czujecie coś Takiego? 
Na ścieżce, na której zwykłam biegać , biegają ludzie w różnym wieku. O dziwo najmniej jest tych "młodych", nawet mam wrażenie , że przeważają 40 plus. Ostatnio widziałam chyba z 70-80 letnią panią biegnącą z pięknym uśmiechem na twarzy. To porusza :)

Cieszę się, z miejsca w którym jestem i z odkryć które dokonują się we mnie każdego dnia. Coś się w mojej głowie wreszcie klaruje. 



piątek, 1 marca 2013

Halo?

Jest tu ktoś? Czyta ktoś jeszcze tego bloga? :)

Właścicielka prawie o nim zapomina. Czasami :)

Co u mnie? Krótko mówiąc dobrze. Wiadomo zdarzają się czasem momenty smutku, że jestem w tym miejscu a nie innym, albo że ciągle tu pada deszcz i nic się nie chce. Jednak  gdy to "przetrwam" czuje się wspaniale...

Tutaj zaczęłam ćwiczyć. Tak na poważnie. Ewka, czasem pilates, a ostatnio bieganie. Pamiętam obudziłam się w niedziele o 8 i widząc słońce, wyskoczyłam z wyrka i na spacer. Po drodze zahaczyłam o plac zabaw, na którego terenie mieści się "Ścieżka zdrowia", więc widząc totalny brak ludzi ( wszak była niedziela 8.40 rano) skorzystałam. A potem zachciało mi się biec. To pobiegłam :) Jaka radość! CI którzy regularnie biegają wiedzą o czym mówię :) Wczoraj to samo, wychodzę na spacer i tak zachciało mi się biegać, że cóż w kurtce, szaliku, ze spadającymi już spodniami  pobiegłam :) Ach :))))
Już po prawie 2 miesiącach schudłam 5 kilo. I siły jest więcej. To tak a propos nadchodzącej wiosny, która tu w Irlandii już jest. Czasami :)


piątek, 8 lutego 2013

Niezwykła rzeczywistość

Jestem przerażona jak szybko czas leci. 

Naprawdę.

Ani się obejrzałam już piąty tydzień minął. Co?  Niemożliwe...

Nie jestem zmęczona pracą, może przez fakt, że mam jedno dziecko bądź zwyczajnie lubię robić to co robię. Przyjemnie spędzam również  czas wolny. Są wyjścia na kawę, gorącą czekoladę, długie spacery, rozmowy polskie jak i angielskie. Jest również nauka inglisza , do którego zamierzam znowu odważnie podejść w maju. 

Zmieniając temat podobno Beyonce będzie w Polsce na Orange Warsaw Festival niestety pod koniec maja, zazdroszczę... Będzie tez w Dublinie w czasie gdy prawdopodobnie będę jeszcze w Polsce, jakiż paradoks. Chciałabym poczuć magię jej koncertów...

A w ogóle dopada mnie dziś jakaś melancholia. Za szybko płynącym czasem, i faktem , że gdybym dziś umarła nic po sobie nie zostawiam. Trochę drażniące.


Zamieszczam piosenkę Toli Szlagowskiej, która dziś mi jakoś szczególnie towarzyszy. Widzę Wasze ironiczne uśmieszki. Tola??? Tak ona. Jesteśmy z tego samego rocznika. Choć nie przez ten fakt ją lubię szanuję. Pamiętam jak przeczytałam jej wywiad w jakiejś gazecie kiedy była jeszcze w Blog 27 i miała chyba z 15 lat. I nie był to sweetasny obraz różowej nastolatki. Ona mówiła o śmierci, samobójstwach, przyjaźni i życiu. Imponujące.Stara dusza w młodym ciele. Posłuchajcie. Warto.





"Niezwykła jest ta rzeczywistość
Coraz mniej rozumiem , coraz więcej wiem..."

piątek, 1 lutego 2013

Again..

Powinnam się wcześniej pochwalić, ale wiadomo jak to bywa.

Dziś mija miesiąc od kiedy jestem w Irlandii. Znowu ta sama mieścina, ale inna rodzina i cześć miasteczka.

Jest lepiej niż myślałam, że może być.. O dziwo.

Cieszę się ciepłem ( ok +10) rzadkim słońcem, zapachem deszczu i zielenią. Jest przepiękna...

Prawie nic się tu nie zmieniło od mojego poprzedniego pobytu. Ludzie mili i sympatyczni, nadal często leje :)

Mój angielski jest o niebo lepszy od tego którym władałam gdy przyjechałam tu w lipcu.

W ogóle czuje się tu świetnie.

Mam jednego bobaska ( 2 latka) i teraz się zastanawiam jak ja dawałam radę z dwójką :)

Zostaje tu gdzieś do wakacji. W lipcu  chciałabym 'pracować' tak normalnie w Irlandii i zaoszczędzić trochę więcej kaski na studia, ewentualnie dalsze podróże. Czas pokaże..


Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to 

przekroczyć je i sięgnąć po niemożliwe.

(Arthur C.Clark)

czwartek, 17 stycznia 2013

What?

Jestem niesystematyczna. Wiem i przepraszam. Czasem mam tak, że piszę, opisuję swoje dzieje, wspominam regularnie, rutynowo. A czasem przychodzą dni, że coś staje na przeszkodzie, a to "nie chce mi się", brak czasu, pomysłu i.....miliony wymówek.

Nawet ostatnio zastanawiałam się czy jest sens pisać tego bloga dalej. Czy warto to wszystko opisywać?

 Pamiętam jak zaczynałam pisałam często o takich głupotach, że wstyd :) Teraz blog stał się bardziej Au-Pairski, z domieszką nowych miejsc. Nie podoba mi się zbytnio..


Być może założę nowego, być może zmienię wygląd. Nie wiem. O dziwo ta niepewność mnie ekscytuje. Wszystko w moich rękach a ja nie wiem co robić . Śmieszne czy  żal?

Sory za chwilę słabości





poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku



Koniec roku 2012. Czas na posumowania. Wyliczenie bilansu.

Ten rok zapamiętam na zawsze.

Miały miejsce wyjątkowe chwile. Choć pierwsza połowa była istną mordęgą to warto było czekać na tą drugą:)

Do największych sukcesów zdecydowanie należy zdanie matury i koniec szkolnej edukacji, której jednak doczekałam :) Ponad 13 lat!!!

Ale czas płynie.

W tym roku zaczęłam sięgać po marzenia.

Irlandia i 2 miesiące był wyjątkowe. Inne krajobrazy, mentalność ludzi i Ja 'free and young' :)


 



W październiku była długo oczekiwana Ameryka i Nowy Jork. Nadal z lekkim niedowierzaniem patrzę na zdjęcia..

Jedno z największych marzeń się spełniło!

I choć wydarzenia nie do końca potoczyły się po mojej myśli, nie żałuję i bez wahania powtórzyłabym to.




Moje grono znajomych się poszerzyło. Dzięki Au-Pair poznałam osoby tak różne ode mnie i przez to fascynujące, że nie dane byłoby mi spotkać je w Polsce. Polskie dziewczyny za granicą są wspaniałe! I choć powinno się bardziej integrować z Niemkami na przykład, to jednak z Naszymi jest większa radocha :)


Spędziłam ponad dobę w powietrzu!  I Niewiele więcej na lotniskach :)

Spałam w kilku obcych łóżkach. Za każdym razem uczyłam się obsługi prysznica :)

Poznałam smak jet- lagu i kuchni indyjskiej (pycha!).

I wiecie co?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia! :)

Czego i WAM życzę !


 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt







Z okazji Świąt, życzę Wam:

Wszystkiego co najlepsze!

Duużo zdrowia,

Miłości,

Szerokiego uśmiechu na co dzień,

Odwagi do spełniania tych najskrytszych marzeń,

I ...

Pięknego Życia ! :)

 



piątek, 14 grudnia 2012

Masakra...

Po 19 od niechcenia włączyłam Fakty. Nagle słyszę słowa: strzelanina Newtown, Connectitut.  
Słowa miejscowości brzmią tak znajomo... 
Potem słyszę kolejną informację  27 osób nie żyje.
 Już ucho się nadwyręża, chce wiedzieć co, jak, dlaczego?

Prawda wreszcie do mnie dociera. Przykra prawda...

Szybko piszę do mojej rodziny, gdyż młody, wiek 7 lat chodzi do podobnej szkoły..Strach mnie oblewa, że to mógł być on. Za pół godziny odpowiedź, na szczęście to nie była jego szkoła. 

Uff

Kamień z serca. 

Ale mimo wszystko liczba tylu dzieci boli....

Dlaczego?


Chwilami nie rozumiem logiki tego świata...


niedziela, 2 grudnia 2012

"A po nocy przychodzi dzień...

A po burzy spokój.."

Wróciłam do Polski. Wszystko było ok, zadowolona , że jestem w domu. Więc co robić? 
Nagle przyszła wolność  i człowiek nie wie co zrobić. Pojawiła się szansa pójścia na język angielski na "studia". Poszłam, chodziłam dwa dni i starczy. Zupełnie nie to miejsce i czas...Jeszcze nie byłam gotowa tak intensywną naukę. Trudno. Przynajmniej mam legitymację studencką :)

Leżąc sobie wieczorem w łóżeczku, patrząc na obraz Time Square który mam powieszony na ścianie, Myślę: Czy to możliwe, że Ja tam byłam? Że siedziałam na tych czerwonych schodach? Potem do przychodzi myśl, że tak. Przypominam sobie rozmowy ludzi, głośny śmiech i hałas. A jednak. To nie był sen. To się zdarzyło naprawdę. I nagle ni stąd ni zowąd smutek. Wielki, przeraźliwy smutek. Łzy podchodzą do oczu. I chcę się zabić. Za to, że tam byłam, że tak krótko, że jestem kompletnie beznadziejna. Nie umiem żyć dalej. Taka porażka...

Trwało to nie wiem może z tydzień, może dłużej..

Wczoraj poszłam do kina. To było niezaplanowane. ATLAS CHMUR. Przepiękny film. Piękne słowa i obraz. Sam film trwa ok. 3 godzin, jednak wart jest tego czasu. Kilka wątków. Opowieści o ludziach, ich działaniach, odwadze, która ma wpływ  na Twoją przyszłość, nie tylko teraz, za Twojego życia..ale PÓŹNIEJ. Gdy urodzisz się w innym czasie i miejscu, wśród innych możliwości.

To było takie moje przebudzenie. I  teraz wiem , że nic nie dzieje się przypadkiem. Humor lepszy. No i wiara, że przecież Mogę WSZYSTKO!!!!





 " Słabi są pokarmem dla silnych, którzy obrastają w sadło"

poniedziałek, 19 listopada 2012

Welcome in Poland...

Jestem w Polsce. Wczoraj szczęśliwie wylądowałam. 

Powod?

Rematch

Po 4 dniach pracy, z powodu nie zrozumienia malego zdecydowalismy z rodzina isc w rematch. Wiadomo jak sie to skonczylo, Cultural Care nie znalazlo mi rodziny to musialam wrocic do Polski z podkulonym ogonem...Nawet ubezpieczenia rozszerzonego mi nie zwroca...
Najsmutniejsze jest to, ze nie bede juz miala szansy jechac do USA jako Au-Pair. Nie dostane wizy J1 ponownie. Oj boli to.

Moja przygoda skonczyla sie szybciej niz sie zaczela. Zaluje, bo mialam nadzieje ze bedzie to wyjatkowy rok. Stany sa niesamowitym krajem.

Moze kiedys jako turystka? :)
 

piątek, 14 września 2012

Co u mnie

Lekarz odwiedzony. Noga nastawiona. I ok 3 tygodni rekonwalescencji i chodzenie o kulach. Myślę, że potrwa to  szybciej.
Trzeba sie wziąć za załatwianie dokumentów. 
Wiec narazie jestem skazana na leniuchowanie w łóżku, nadrabianie książkowych, telewizyjnych i muzycznych zaległości :) Cieszenie się domem.
 Jest przyjemnie. Choć chodzenie do toalety jest nie lada wysiłkiem.

..............................................................................................................................................................



Chciałam pochwalić się wygraną w comiesięcznym konkursie organizowanym przez Macieja Bennewicza.
TU możecie przeczytać mój tekst. Mam nadzieje, że skłoni do refleksji.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Time to school!

Dzis w Irlandii pierwszy dzien szkoly.
 
 Niesamowicie sloneczny dzien.
 
 Na ulicy roi sie od dzieci kroczacych z podekscytowaniem  u boku dumnych i wzruszonych rodzicow
 
-'To juz?'- mowi ich mina. Tak, czas pedzi nieublaganie...
 
Starsi uczniowie raduja sie spotkaniem  dawno niewidziaych kolegow/kolezanek.
 
Ida zagadani i nie zwracaja na nic uwagi.
 
Smieja sie na caly glos.
 
Pewnie opowiadaja zabawne przygody, ktore przydarzyly sie im podczas wakacji - Mysle.
 
Czuc energie.
 
Zmieszane emocje.
 
Czuje sie dziwnie.
 
Pierwszy raz jestem po drugiej stronie.
 
Po 13 latach edukacji, wrzesien i caly nastepny rok bedzie wygladal zupelnie inaczej.
 
Nie zasiade juz w pomazanej dlugopisami lawce.
 
Nie uslysze swojego nazwiska podczas sprawdzania listy obecnosci.
 
Nie doswiadcze przerazliwie nudnych lekcji...
 
I tak sobie stoje i usmiecham sie do siebie.
 
To juz za mna.
 
Nic juz nie musze :)

piątek, 10 sierpnia 2012

Wpis o nauce

Bedac Au-Pair, ktora srednio pracuje po 20 h tygodniowo, mam duzo czasu na myslenie. O tym co moze byc potem, co moze mnie jeszcze w zyciu spotkac, czego tak naprawde chce. Ganie sie za to, ze jestem niecierpliwa, ze chcialabym znac wszystkie odpowiedzi. Nie. Nie ma tak latwo...
Pamietacie jak niedawno prosilam o rade w kwestii mojego "Potem". I jedna z osob zadala mi bardzo wazne pytanie: "Czy chcesz studiowac?". Hmmm. Pierwsza odpowiedz byla: No tak, oczywiscie! Przeciez trzeba studiowac by dojsc do czegokolwiek w zyciu, by miec dobra prace itp...
Jednak potem pomyslalam, ze wlasciwie nigdy nie marzylam o studiach. Powiem wiecej, nie cierpie sie uczyc pod przymusem! Przez wiekszosc mojej edukacji w szkole czulam sie jak wiezien, ktory dostal dozywocie! Zreszta do dzis dnia jeszcze nie uwierzylam w fakt, ze za miesiac/dwa miesiace nie zasiade w klasie ani na sali wykladowej...

Uczyliscie sie czegos dla przyjemnosci uczenia ? Tak dla wiedzy, ktora WAS naprawde interesuje?

Ja 2 lata temu, na moje 18 urodziny, wraz z przyplywem pokaznej gotowki, postanowilam -Naucze sie grac na pianinie :) Ja wtedy 18-latka mialam taki kaprys. Bez szkoly muzycznej, bez jakiejkolwiek znajomosci nut, bez sluchu muzycznego... Postanowilam! Znalazlam dziewczyne i sie zaczelo :)
W III i IV klasie 1h w tygodniu poswiecalam na lekcje. Kto nie gra na pianinie, ani na jakimkolwiek instrumencie, nie ma pojecia jak na poczatku jest trudno czytac jednoczesnie dwa klucze( wiolinowy i basowy), zsynchronizowac obie rece by graly w innym czasie i tempie i na dodatek szybko czytac do bedzie dalej! O trafianiu we wlasciwe klawisze nie wspominam :)
To jest prawdziwa szkola koncentracji. Gdy na momencik pomyslisz np. o jedzeniu. Koniec. Wypadlas z rytmu. Palce nie wiedza gdzie nacisnac. I mimo ze masz nuty przed oczami, nie wiesz co oznaczaja. To jest niesamowite. 
Moj mozg  nie raz "parowal". Chwilami mialam ochote wyjsc. Jednak nie. Za kazdym razem zostawalam i uczylam sie dalej.
Po dwoch latach umiem czytac z nut i grac w miare szybkie utwory. I choc moje zdolnosci nie sa tak dobre jak absolwentow szkol muzycznych, ja jestem zadowolona i dumna z siebie. Ze mi sie chcialo. Ze nie zrezygnowalam.
Najsmieszniejsze jest to, ze uswiadomilam sobie, ze o Ekonomi, ktorej uczylam sie 4 lata nie pamietam juz nic...Jednak gdy usiade przy pianinie albo keybordzie. Pamietam wszystko :)

I mysle, ze studia nie sa kazdego. Znacie Beate Pawlikowska? Osoba z tak niesamowita wiedza o histori, kulturach innych krajow, znajomosci jezykow rozpoczynala 2 kierunki, po czym po 2 miesiacach zrezygnowala! I nigdy nie kontynuowala. Uwielbiam ja. To jest dla mnie sygnal, ze w zyciu mozna wszystko. Liczy sie PASJA :)

piątek, 13 lipca 2012

Prosba

Wrocilam wlasnie z przechadzki wzdluz rzeki, podczas ktorej intensywnie myslalam...i wymyslilam co nieco:)

Ale zaczynajac od poczatku. Nie dostalam sie na studia. W sumie nie bylo zdziwienia, ale zal, ze nie wyszlo... Widocznie tak mialo byc.

Mam teraz dylemat co do Reszty mojego zycia. 

Podczas spaceru doszlam do wniosku ze mam kilka opcji.

1) Wrocic do domu w Polsce, i mojej miescinie( Czestochowa), studiowac zupelnie nieinteresujacy mnie kierunek..Bezpieczne, ale kompletnie niezgodne ze mna. Wiec raczej odpada.

2) Jak wiadomo, jestem teraz Au-Pair w Irlandi, niedaleko Cork. Sliczna miejscowosc, piekne krajobrazy, zyczliwi ludzie. Moja Host mama powiedziala, ze jesli tylko chce moge zostac u Nich dluzej (wstepnie ustalone bylo, ze zostaje do konca wrzesnia). Ale tak : ja pracuje ok 20h tygodniowo. Duzo nie zarabiam
(70Euro/tydzien). Zaoszczedzic duzo nie zaszczedze. A mieszkac w tym samym miejscu przez dluzszy czas niz 3 miesiace wydaje sie byc glupota...  Plusem jednak jest czas, ktory moge poswiecic na nauke, jesli bym sie na jakas zdecydowala badz rozwijanie pasji jesli takowa by sie znalazla...

Wzmianka : planuje w przyszlosci studiowac interesujacy mnie kierunek w Wlk.Brytanii badz w zupelnie innym kraju. Do tego jak przeczytalam potrzebne sa 2 kierunki rozszerzone z matury. Ja mam jedno ktore nie wiadomo czy bedzie sie liczyc i do tego z troche marnym wynikiem ( ang rozsz. 58%). 

3) Kontynuowac bycie Au-Pair w innych miejscach, w innych rejonach Irlandi, albo Angli? :)
Chodzi o mozliwosc doskonalenia angielskiego, i zdania testu TOEFL ( ktore jest potrzebne przy przyjeciu na studia). Oprocz tego nowe miejsca, nowi ludzie..Tez nie dluzej niz 3 miesiace ( no chyba ze bylby to Londyn ;d).

4) Najbardziej przemawiajace mi do serca wyjazd do Ameryki. Bo jak nie teraz to kiedy? :)
Aplikacje mam zlozona. Ostatnio dostalam wiadomosc, zebym ulepszyla swoj profil, bo inaczej nikt mnie nie wybierze...Nie mam filmiku. Wybralam tylko 2 dzieci ( co podobno jest glupota, gdyz Amerykanie maja conajmniej 3 ). Mam male doswiadczenie. Malo zdjec. Wiem, wiem, moja wina, ale wszystko robilam tuz przed matura. A potem jakos tak wyszlo...
Jesli bylaby to Ameryka, to na pewno moge zapomniec o zdawaniu matury za rok badz dwa. Nie wierze w to ze bedzie mi sie chcialo...Chociaz ze mna nigdy nie wiadomo co mi do lba strzeli :)
Wiec jesli nie bedzie wiecej matur rozszerzonych, bede zmuszona wrocic do Polski... A o studiach dalekich i magicznych bede mogla pomarzyc...


Ja nie wiem, ktora opcja bylaby najlepsza. A moze jeszcze zupelnie cos innego? Cos mi mowi ze najkorzystniej byloby wybrac 3 , po czym po zdanej maturze wyjechac do Ameryki...

Mam OGROMNA PROSBE do czytelnikow tego bloga ( o ile ktos czyta ;d ) abyscie wypowiedzieli sie na ten temat w komentarzach, badz w za pomoca e-maila do mnie : madz321@o2.pl

Bardzo pomocne beda dla mnie wszystkie opinie. Wszelkie za i przeciw. Osoba ktora patrzy z boku, mysli racjonalniej i znajduje czasem lepsze rozwiazanie badz takie na ktore Ja nie wpadne.

To jest wybor, ktory mocno odbije sie na Moim pozniejszym zyciu. Dlatego tez pragne wiedziec jak najwiecej by miec fajna i ciekawa przyszlosc.

Mam nadzieje, ze Pomozecie? :)
 Bede przeogromnie wdzieczna! I oczywiscie poinformuje o wyborze :)
 

 

wtorek, 3 lipca 2012

This time tommorow...

Jutro o tej porze będę w drodze do Pyrzowic. A ok 21 będę na miejscu.
I doświadczę tego wszystkiego o czym czytałam z wypiekami na twarzy... hości, dzieci, wolny czas, poznawanie nowych ludzi, inny język, kultura, inna rzeczywistość...
Boję się wszystkiego...Począwszy od samolotu po opiekę nad dziećmi...
Ale staram się nie myśleć o tym, choć trudno..Tu się pakuję ( wzięlam nawet zimową kurtkę!),tu sprzątam swój pokój i jeszcze czytam książkę. Emocje najbliższych nie dają spokoju. Bo co jeśli nikt mnie nie odbierze? Akurat tym najmniej się martwię:)
W miarę możliwości będę opisywać co u mnie. Jak toczy się przygoda na irlandzkiej ziemi.
Mam nadzieję, że to będzie fajny czas :)
Dozobaczenia!

niedziela, 1 lipca 2012

Szczęście

Kolejny sukces. Niby był oczywisty, ale zupełnie inaczej cieszy gdy widzi się na własne oczy i czuje w dłoniach.
Zdałam maturę. 
Pamiętam gdy byłam "młodsza" nie wierzyłam, że dożyje tego momentu. Może to głupio, ale to uczucie nawiedzało mnie odkąd skończyłam 13 lat. Kuzynki, znajomi zdawali maturę, potem szli na studia, a ja  kiwałam, myśląc - mnie to się nie zdarzy....
A się zdarzyło. Cud. Spełniam swoje marzenia. Kolejny cud.
Niesamowite. 
Dzisiaj rozmawiając z przyjaciółką z czasów gimnazjalnych uświadomiłam sobie ile już osiągnęłam, ile już przeżyłam, ile wspaniałych ludzi poznałam. Jak wiele dobra było mi dane...
A przecież mogło być zgoła zupełnie inaczej.
W tej chwili czuję ogromną wdzięczność. Moje serce przepełnia radość. Czuję szczęście.
I chciałam się nim podzielić :)))





sobota, 23 czerwca 2012

Listy do siebie

Od kilku lat mam książkę Beaty Pawlikowskiej " W Dżungli Życia". Nie ukrywam, ze pomogła mi ona w wielu, czasem ciężkich chwilach mojego życia.

Ostatni rozdział nosi tytuł "Listy Do Siebie". I do tego chciałam dziś nawiązać. Autorka w wieku nastu lat, widząc "dorosłych" nie chciała stać się taka jak oni.

"Na ścianie w moim pokoju wywiesiłam hasło: Don't let people make you crazy about money, hair and clothes"

Postanowiła napisać do siebie list, który byłby otwarty gdy stanie się "dorosła".


"Patrząc na świat dookoła doszłam do wniosku, że tylko młodzi ludzie potrafią być szczęśliwi i tylko oni są w stanie zmienić coś na lepsze- zarówno własne życie, jak i większe sprawy dotyczące państw i kontynentów. Bo tylko młodzi ludzie mają wciąż ideały, wierzą w pokój i dobro, i występują aktywnie w ich obronie (...) Chciałam zachować na zawsze tamten sposób myślenia, umiejętność cieszenia się z życia, nieustanne snucie nowych planów, wielkie nadzieje, niezależność, odwagę i chęć podróży w nieznane"



Ja już napisałam do siebie list. 
Jestem dumna z moich dzisiejszych wartości i mam nadzieję, że się nie zmienię.
Polecam tą czynność i Wam:)

środa, 6 czerwca 2012

5 dni...

.....Postu.

Było ciekawie. Jak wiadomo najgorszy pierwszy dzień, aż kusiło by zajrzeć do lodówki. W takich momentach szłam spać..Przynajmniej się dobrze wyspałam;)

2 i 3 dzień były takie sobie. Organizm już przyzwyczajony więc nie było problemu.

Ale 4 dzień to była magia. Nie umiem opisać ale czułam się jak nigdy przedtem. Dziwnie szczęśliwa...Miałam mnóstwo energii( zresztą wieczorem potańcowałam troszkę ). A gdy grałam swoją codzienną porcję nut, czułam jak palce same dobierały odpowiednie dźwięki. Niesamowite. 
Wieczorem był finał X Factora w którym  występowała Katie Melua. Ten śpiew, muzyka, urok Katie docierał jakoś tak głębiej jakby za wszelką cenę pragnął trafić do serca duszy...Patrzyłam i słuchałam z rozmarzeniem. Better Than A Dream :)

5 dzień przeciętny ani nie gorszy od 2-3 ani nie lepszy od 4, tego magicznego. Tego dnia czułam zmęczenie. Po prostu. Więc w poniedziałek zaczęłam normalny dzień.

I to by było na tyle.

niedziela, 3 czerwca 2012

Inspirujące osoby

Lubię słuchać, czytać o osobach które są znane. Zawsze jest coś w nich wyjątkowego. Inspirują, swoją postawą i każą ruszyć dupsko sprzed TV i spełniać swoje marzenia. Bo przecież można wszystko, jeśli się tylko tego chce. Wystarczy zacząć. Niby proste, ale jakby się przypatrzeć tym wszystkim narzekającym to coś w tym jest. A My namiętnie czytając pudelka, myślimy -Ta/Ten to ma życie! Psim swędem dotarł/a tam gdzie jest. Czy aby na pewno? Zazwyczaj nie widzi się całej pracy włożonej Przed. A przecież oni też zapier..ją. Jeśli nie więcej od przeciętnego Kowalskiego...

Dzisiaj wysłuchałam w radiu wywiadu Magdy Mielcarz z Rafałem Bryndalem. 
Magda wyznała, że nie lubi zaszufladkowania, klasyfikacji zawodu. I tym podbiła moje serce:)
Życiorys ma znakomity. To co mi się podoba najbardziej, czyli różnorodność. Magda w wieku nastu lat była modelką. Studiowała dziennikarstwo. Zagrała Ligię w "Quo Vadis".Następnie wyjechała do Stanów, a głównie do Nowego Jorku by uczyć się aktorstwa. Ostatnio w Polsce była prowadzącą w Top Model, The Voice of Poland, Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Więcej nie pamiętam :)Teraz mieszka w LA wraz z mężem i córeczką. Nagrywa płytę chilloutową. Singiel "Drown In Me" jest znakomity. Ja odpłynęłam :) 

Polecam!






czwartek, 31 maja 2012

Co robić?

Ameryka milczy. Nie wiem co o tym myśleć, więc już przestałam...

Nie chcąc marnować czasu, który okazuje się żmudnym czekaniem, szukam na Au Pair World jakiejś europejskiej rodziny. Póki co odezwały się dwie z Wlk.Brytanii, ale po moim odpisaniu ( że niestety mogę dopiero najwcześniej 20 czerwca z racji egzaminów) milczą. 

Jakiś pech?

Myślałam, żeby sobie znaleźć coś w moim mieście ale to jeszcze bardziej nieprawdopodobne.
Ale jak by nie było wszędzie szukam :) Nawet roboty nad morzem, ale jakoś mi się nie widzi. To będzie chyba ostateczność:)

 A w między czasie uczę się do egzaminu, czytam zaległości, oglądam anglojęzyczne filmy. Tym ostatnim jestem trochę przerażona, bo niewiele rozumiem..Trudne słownictwo?Szybkość? Nie wiem. Oglądam na przekór.

Jeszcze jakby było mało zaczęłam odchudzanie:) Koniec wymówek, że matura, zimna pogoda. Z racji tego, że nieźle mi się przytyło( 5kg w kilka m-cy!) od dziś jestem na głodówce. Wg mnie najszybszy sposób by zrzucić brzuszek i zbędny tłuszczyk. Mam nadzieję, że do soboty wytrwam ( mój największy rekord niejedzenia 3 dni). A potem najlepsza dieta świata czyli RAW FOOD!!! :))))

 Na koniec umieszczam wspaniały cytat, znaleziony wczoraj:


"Nie pozwólcie, aby ktokolwiek wmówił Wam, że trzeba być zadowolonym z tego co się ma. Zawsze jest więcej do zdobycia i nie ma powodu abyście nie mieli tego osiągnąć"