Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pictures. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pictures. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2013

St Patrick Day

Tak to było dziś. Bez piwa, bez kawy po irlandzku, ale na paradzie byłam :)

Było super. Pogoda o dziwo dopisała, choć się nie zapowiadało na początku. Wybrałam się z małą ekipa z Carrigaline, potem dołączyły inne dziewczyny , a i tak skończyłam z Polką :)

Było radośnie, optymistycznie no i zielono :)

Poniżej zdjęcia. Zobaczcie ekipę polską, jak dla mnie bomba!


















piątek, 9 listopada 2012

Sandy

Moj pierwszy raz w Ameryce i juz mozliwosc bycia widzem w pierwszym rzedzie:)

O huraganie dowiedzialam sie gdy przyjechalam do rodziny w piatek. Puscilam mimo uszu. Bo kto jak kto ale Ameryka musi przetrwac :)
W niedziele juz mi tak wesolo nie bylo. Naczytalam sie polskich onetow i nic tylko koniec swiata mnie czeka. Coz i tak kiedys umrzemy:)
W poniedzialek zaczelo juz porzadnie wiac. Zdazylam sie umyc, zasiedlismy do kolacji i zdazylismy zjesc chyba z polowe, gdy swiatlo zgaslo. Oczywiscie wszystko bylo zawczasu przygotowane, swieczki, latarki...
Koszmar zaczal sie nastepnego ranka ( i trwal przez kilka nastepnych dni), kiedy to nie bylo ogrzewania. Zimno jak skur...n a pracowac trzeba! W kilku swetrach, kurtce, bez przerwy pijac ciepla herbate. Popoludniami odwiedzalismy rodzine HM, bo tam byl power i cieplo na tyle ze jak wychodzilam policzki mialam czerwone :)
Jezdzilismy tez do High School na prysznic. Szczerze? Wszystko wyglada jak w filmie! Duzy budynek ( nawet smiem twierdzic, ze wiekszy niz niejedna polska uczelnia!) basen , prysznicow chyba z trzydziesci ( jak nie wiecej), obszerna szatnia. Tak do takiej szkoly moglabym chodzic :)
Okres zamarzania trwal z trzy dni.
W piatek zdecydowali, ze jedziemy do rodziny, ok godzine drogi. No luz. A tam pomijajac fakt, ze cieplutko, wygodniutko itp spotkalam polskie dziewczyny!!! One byly w wiekszym szoku niz ja :) Na zielonych kartach sa cleaning ladies. haruja jak woly ale przynajmniej buduja swoja przyszlosc. Od zera. Od fundamentow. Pozazdroscilam.
Sam dom wypasiony , of course.Dostalam sliczny pokoj z widokiem na rzeke(?) i osobista lazienke.

Tyle ze sie strasznie nudzilam! Ale w poniedzialek obwieszczono ze prad wrocil, wrocilismy i my :)



Szkody Sandy w Ct to glownie przewrocone drzewa , no i brak pradu w niektorych domach. Ktoras ich ciotka powiedziala, ze przemierzam ocean, jade do Ameryki, a tu huragan brak pradu..w domu Ci nie uwierza!
Zobaczymy :)

poniedziałek, 5 listopada 2012

America

Przybywajac tu mialam w glowie tylko jedna mysl. Legenda Nowego Jorku. Reszta Stanow niewiele mnie zajmowala. Mogkly byc, nie byc. Glownym celem bylo NY :)

Pierwsze wrazenie tuz przed ladowaniem ogromna ekstytacja. W samolocie wesolo. Lecialam z piecioma innymi dziewczynami. Po noclegu na lotnisku w Londynie ( niestety nie zdazylysmy na nastepny i zmuszone bylysmy stac i spac w kolejce po bilety) kazda byla podekstytowana TA Ameryka. Bo to tak jest gdy sie czeka na ten moment miesiacami, a czasem latami.



Nasz Boeing :)





Przewazajace chmury, ktore wygladaly jak snieg :)



To naprawde Ameryka?!?



 
Odprawe przeszlysmy o dziwo  ! :) choc ja np wygladalam jak prawdziwy potwor terrorystczny :) Pan zrobil zdjecie, pobral odcisk palca i Welcome!

Pierwszy wdech amerykanskiego powietrza i co czuje? Smrod. ( Jak pozniej sie okazalo nie wszedzie tak cuchnie ) W drodze do naszej szkoly treningowej widzialysmy wszystko w rozmiarze XXL. Domy, samochody i czasem siedzacy w nich ludzie :)

Szkola? Moze byc. Przypominalo mi to czasy kiedy to ok 10 lat temu bylam w sanatorium :)
Bialy pokoj w kazdym po 3 /4 lozka. Prysznice i toalety na korytarzu wspolne.
Pokoj dzielilam z Dunka, ktora moglaby uchodzic za Hiszpanke, piekna dziewczyna. Druga osoba byla Austriaczka ( z mojego ukochanego WIEDNIA!) pochodzenia serbskiego.





Nasza teacher byla niesamowita ( wszyscyy zostali podzieleni wg miejsca zamieszkania i z tego co wiem byly 3 klasy). Umiala zaciekawic (choc chwilami bylo nudno), rozsmieszala nas i w ogole wszystkie sie duzo sie smialysmy. A jej mezem jest Polak :) Na koniec dalam jej troche michalkow :) A niech malzonek powspomina stare czasy :))))






Moja klasa, jak w podstawowce :)


 

Nazwisko : Noga :)

Dzis  na tyle. W ciagu najblizszych dni postaram sie dodac wiecej. Obiecuje!

środa, 19 września 2012

Ballycotton

Ciągle myślami jestem w Irlandii. Gdy wracam z wakacji, z jakiegoś zupełnie innego miejsca od tego w którym mieszkam,  mam takie uczucie, że mnie TAM wcale nie było, że to tylko moja wyobraźnia.
Dowodami, które łamią tą tezę są zdjęcia, nowi znajomi oraz kilku przyjaciół.

Ballycotton był kompletnie niezaplanowany. Brak miejsca w autobusie zmierzającego do innego miejsca spowodował, że trzeba było zmienić trasę. Moja towarzyszka zaraz stanęła przy mapie i pokazując mi palcem mówi : 'Tu jest pięknie! Jedziemy'. Jako, że uwielbiam szybkie,  spontaniczne decyzje, zgodziłam się.
I znowu cały dzień czułam się jakbym pomyliła kraje. Słońce rozpieszczało, a widoki i uczucia zapamiętam na długo. W takich momentach chce mi się płakać ze szczęścia. Cóż chyba jestem zbyt emocjonalna :)
W Ballycotton  okazało się być nieco chłodniejszą odmianą raju :)

















Zachwycałam się niebem i słońcem rzecz jasna! :)
Nawet dziś patrząc na to zdjęcie nie mogę uwierzyć, że to Irlandia.
Zaciekawiły mnie krowy pasące się nad brzegiem oceanu. Przyznać trzeba niecodzienny widok ;)
Mam nadzieję, że mając taki widok krowy są choć trochę szczęśliwe.




Ścieżka wiodąca wzdłuż wybrzeża. Dzięki niej, a właściwie pracy zapewne kilkunastu osób mogłam doświadczyć tego piękna.

Zeszłyśmy na dół by odpocząć.

Bardzo ciekawiły mnie wyrzutki z oceanu.
Przypadkiem odkryta plaża z piaskiem :)





Gdy kończyłyśmy naszą wędrówkę słońce schowało się za chmurami :)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Zielono mi

Byl sloneczny wieczor. I jako, ze szkoda mi siedziec w domu w tak "dobra" pogode wyszlam na spacer z aparatem. Nie wiedzialam co chce pofografowac, po prostu spacerowalam i natchnienie naszlo samo.
Po tych zdjeciach chyba widac, ze uwielbiam zywa nature :)
 









Nad tymi pajakami spedzilam kilka dobrych chwil. Staralam sie stanac jak nalepiej by uchwycic swiatlo padajace na pajeczyne. Ludzie przechodzacy obok z zaciekawieniem patrzyli co robie. Zdziwienie, ze to tylko pajak bylo zabawne :) 

 

sobota, 18 sierpnia 2012

Watpliwosci...

Jestem po rozmowie z rodzinka.

Uczucia strasznie mieszane!  Nienawidze tego!


Jak wspominalam Newtown.  1,5 godz do NY i 3 do Bostonu.  Podobno 25$  w dwie strony do NY. Dla mnie nie drogo, ale pewnie realia finansowe okaza sie inne...

Plusem jest oczywiscie dwojka dzieci. I fakt ze tylko z jednym bede siedziec w domu podczas gdy drugi bedzie w szkole.
Kolejnym plusem jest fakt, ze sa mili! Niestety strasznie przerywalo, wiec musielismy pisac.
Na moje lokalne podroze nie musialabym placic za benzyne.
Dostep do komputera. Lozko pietrowe! Hahaha ! W zyciu w takim nie spalam!
Mozliwosc przenocowania rodziny badz przyjaciol.
PIANINO !!!:)))
Dobre doswiadczenia innych AU-Pair ( Czeszka i Agentynka)
Spytali czy jestem gotowa raz na miesiac miec babysitting! Z czego te godziny beda odjete np w pt.( bo weekend wolny calkowicie)
Plusem jest fakt ze mam sie czuc jak czlonek rodziny, ile z tego wychodzi zycie pokazuje:)

Minusy:
- daleka droga do NY, mieszkanie wlasciwie na zadupiu jak okreslili w aplikacji: teren wiejski.
- Host Mum pracuje w domu, 3 dni w tyg.
- nie maja cleaning lady
- dzielenie lazienki z dziecmi, (podobno czesto sie to zdarza)
Ostatnie cos co moze nie powinno byc minusem, ale czuje pewien dyskomfort...
Otwarcie przyznaja ze nie sa bogaci... Maja 2 samochody dom z pietrem i suterena, 2 lazienki w domu, psa :) Ale gdy spytalam o podrozowanie, odpowiedzieli, ze nie podrozuja daleko, z powodu braku czasu i pieniedzy...( mi oczywiscie zapala lampka) W tym roku byli w stanie niedaleko nad jeziorem.
Kurcze niby moze dobrze ze nie sa majetni, bo pewnie nie zarozumiali i wgl, ale jednak nie bede z nimi podrozowac daleko, jak maja inne , niektore Au-Pair.

Brac czy nie brac? :)




Carrigaline. Niedaleko miejsca gdzie mieszkam. Tu przychodze myslec....






poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Leti




Leticie poznalam przez facebooka, gdzie jest strona Au-Pair z Carrigaline. Nie pamietam kto pierwszy napisal. Umowilysmy sie raz, do spotkania niestety nie doszlo.
Za drugim razem sie udalo! Leti miala okropna rodzine. 5 dzieci, praca po 12 h i jeszcze kilka babysittingow w ciagu tygodnia. Hardcore. Tydzien temu mi oznajmila ze kupila bilet i opuszcza rodzine. Pomyslalam nareszcie. Ile mozna dawac sie wykorzystywac?
Jakos tak bylo ze wieczory w zeszlym tygodniu miala o dziwo wolne, wiec sie umawialysmy, a to w pubie a to na spacer. Poznawalam ja coraz lepiej. Pochodzi z Hiszpani, z okolic Madrytu, studiuje cos w rodzaju inzynierii samolotow. Nie wie co potem, ale chcialaby sie jeszcze uczyc.

Uwielbia Polske :) Bylam zaskoczona gdy pytala mnie o II wojne swiatowa, moj stosunek do Niemcow, o Katyn. Nie jestem fanka historii, wiec duzo sie nie dowiedziala, ale miala bardzo serdeczny stosunek do Polakow za to co przezyli. Zreszta jej babcia uwielbia JPII :)

Wczoraj byl dzien Jej wyjazdu. Poszlysmy razem z jakims Wlochem( pochodzenia wenezuelskiego) do uroczej piekarnii. Ja, Hiszpanka i Wloch gadalismy ponad 2 godziny. Siedzac z nimi myslalam, jeju ja mowie i rozumiem po angielsku! :)

Gdy wsiadla do autobusu, po pozegnaniu sie uswiadomilam sobie, ze to jest niezwykle! Poznawanie nowych ludzi, rozmawianie w obcym jezyku i jednoczesnie pomimo kultury, kraju ktory Nas dzieli poczucie wiezi, wzajemnego rozumienia...

Oczywiscie mam zaproszenie do Hiszpani. Ona do Polski :) I tak smiejemy sie ze to bedzie Nowy Jork, gdyz obydwie marzymy o tym miescie!

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Macroom

Dodawanie postow jakos nie wychodzi mi regularnie, za co przepraszam....
Czasem nie mam weny, checi, a czasem wole poczytac i poogladac inne blogi. Ispirowac sie, szukac TEGO CZEGOS.
Dni tutaj leca jak szalone. Minal prawie miesiac. Ja nie zaluje. Mimo ze czasem ciezko, trzeba probowac. Zyc dalej...
Oficjalnie wracam 26 wrzesnia. Nie wiem co bedzie potem... Uzupelnilam swoj profil w cultural care, wiec powinny byc jakies szanse. Zobaczymy co zycie przyniesie.


Pare tygodni temu bylam w Macroom. Niewielka miejscowosc, nieopodal Corku. Jedzie sie z godzine. To  byla taka pierwsza "wieksza" wyprawa. I oczywiscie, nie obeszlo sie bez wzdychania jaka ta Irlandia piekna. Zreszta zobaczcie:

Niezachecajacy poczatek






Zdjecie z mostu



Zielona roslinnosc powala :)


Ruiny zamku. Na zywo wyglada magicznie!



Bardzo podobaja mi sie kolorowe kamieniczki




:)


Ratusz. A w srodku bezplatna toaleta z ciepla woda i papierem. Cos takiego w Polsce???Never!